A dlaczego mają białe dolne części stóp? starła im się skóra Dzemus. 2009-12-26, 19:48. 5. A dlaczego mają białe wnętrza dłoni? Bo praca uszlachetnia.
Dlaczego Amerykanie nie założyli bazy na Księżycu? Andrzej Krajewski. 1 maja 2023, 08:49 o nagłej decyzji sześćdziesięciolatka doniósł czytelnikom 27 maja 1972 r. „The New York
Nagromadzenie płytki nazębnej i kamienia nazębnego oraz osadu prowadzi do żółknięcia zębów. Zabiegi takie jak skaling czy piaskowanie powinny być wykonywane regularnie, w miarę odkładania się złogów nazębnych. Piaskowanie to zabieg, który pomaga nieznacznie rozjaśnić zęby w wyniku usunięcia ciemnych osadów.
Chihiro 25 maja 2010 19:57 Swietnie napisana recenzja, ja juz ne pamietam wszystkiego tak dokladnie, bo ksiazke czytalam zaraz jak tylko sie ukazala. Tuz po niej czytalam tez "Brick Lane" i ta wlasnie przycmila w moich oczach "Biale zeby", pewnie dlatego, ze skupila sie na imigrantach z jednego tylko kraju (Bangladeszu) i wniknela glebiej w ich
Amerykanie pytają: Dlaczego Białoruś istnieje? (223) z 1 maja 1953 r. na str. 10-11 recenzował tom I książki „Cambridge history of Poland” (1950 r.). Te
Znam white action, nakładam na pastę i szczotkuję. Stosuję od niedawna, ale małe efekty widać. Pasty też są skuteczne, może to zależy od zębów. Możesz spróbować ten mój proszek jest z naturalnych składników, więc nie zniszczy szkliwa itp. Zobacz 28 odpowiedzi na pytanie: Jak mieć białe zęby?
Dlaczego należy myć zęby? Po pierwsze – jama ustna jest siedliskiem niezliczonej ilości bakterii i innych drobnoustrojów. Część z nich zupełnie nam nie zagraża, niestety większość to groźne patogeny. Dla przykładu oprócz próchnicy, niektóre z nich wywołują również choroby dziąseł, przyzębia, atakują miazgę i tkanki
się widzi, aktorzy mają bardzo białe zęby. WYgląda to pięknie. pewno nie stosują żadnych past wybielających itp. Tylko są to zabiegi, ktoś wie jakie? 3 posty w tym wątku zostały wyłączone z wyświetlania ze względu na sprzeczność z Zasadami Forum lub czasowo.
Dlaczego Amerykanie czytają Lema? "The New Yorker" chwali Orlińskiego. Kultura 12.01.2022, 12:33 Anna S. Dębowska 2 ZDJĘCIA Stanisław Lem w swoim domu. Kraków, 4 stycznia 1993 (Fot. Wojciech
przyprawa curry, kurkuma, cynamon, gałka muszkatołowa, czerwona papryka; sos sojowy, sos pomidorowy, ocet balsamiczny, syrop klonowy; jedzenie i picie z dużą ilością barwników ( żelki, cukierki, napoje izotoniczne); tytoń. Napoje gazowane mają kwaśny odczyn, do tego zazwyczaj mnóstwo barwników, które są wchłaniane przez zęby.
uAdpc6n. Bycie gwiazdą to nie tylko blask, ale także zmartwienia jak to: w co się ubrać na kolejny lunch, premierę, koktajl, czy pokaz. Wiele znanych i luksusowych marek zdecydowało się więc na stworzenie showroomów, w których można wypożyczyć kreację na kilka lub kilkanaście dni. Taką możliwość dają także niektórzy projektanci. Zasada jest prosta – wypożyczasz, płacisz, oddajesz w takim stanie, w jakim pożyczyłeś. Jasne reguły, proste wypożyczenie sukni w takim miejscu zapłacimy średnio 250-450 zł (w zależności od salonu i wartości modelu) za co najmniej 4 dni. Im dłuższy czas, tym nieco wyższa cena. Strój trzeba oddać, a nam zostaje …nic. A można by go za rok, czy za dwa założyć. Co więc robić? Trzeba iść w rabaty!Zakupy z rabatową wtyczkąSprawdziliśmy, że już za kilkaset złotych można znaleźć prawdziwą perełkę i kupić doskonałą kreację od znanego projektanta, która zostanie na zawsze w naszej garderobie. Jak to zrobić? Wtyczka działa na Chrome, Firefox, Safari, Opera i Edge, czyli to ta wtyczka będzie nam podpowiadać – jeśli wejdziemy na stronę jakiegoś sklepu czy dostaniemy rabat albo bon i w jakiej wysokości. poinformuje także o obniżce w przyszłości. Ustawiasz czas, ile dni chcesz czekać oraz o ile ma być taniej. To może być: 30, 60 czy 90 dni oraz 5, -10, -15 czy -20 procent taniej. Jeśli sklep obniży cenę, natychmiast dostaniesz powiadomienie. Nie musisz niczego sprawdzać i szukać kodów rabatowych na jakiś dziwnych gdzie można robić zakupy z rabatami nie zabraknie. To ponad 3 tysiące sklepów, kilkanaście tysięcy kodów i promocji. A to wszystko znajdziesz na jednej stronie: Gucci za jedną trzecią ceny, od projektanta na studniówkęJeśli więc marzymy o sukni eleganckiej a jednocześnie uniwersalnej, która posłuży nam przez lata, a na dodatek chcemy, by była od znanego projektanta – to wystarczy wtyczka ze sklepów współpracujących z np. Showroom, Zalando (w chwili obecnej tylko w tym sklepie z mamy do dyspozycji aż 19 różnych promocji, kodów i kuponów) czy Answer możemy znaleźć choćby suknię Orquanza Sleeve Punto autorstwa Karla Lagerfelda – z obniżką z 1125 zł na za 789 zł. Zamiast więc wypożyczyć i wkrótce oddać – możemy za kilkaset złotych mieć cudną kreację na własność. Na studniówkę? Jak znalazł. Przykłady można mnożyć. Czarną sukienkę 2w1 Ottimare marki Pinko kupimy już za 648 zł (przecena z 1859 zł). Białą, elegancką i uniwersalną sukienkę Eriki Cavallini możemy nabyć za 844 zł (z 1688 zł). Na platformie znajdziemy także kreację Corsage Print domu mody Gucci ze złotymi okuciami za zł (cena pierwotna zł). Najdroższa znaleziona suknia wysadzana kryształkami to Princess od Dolce&Gabbana. Cena nawet po 50- procentowej obniżce jest dla zwykłych śmiertelników nie do przeskoczenia. Wynosi zł, cena pierwotna to zł. Pomarzyć jednak można. Wśród produktów oferowanych przez sklepy są buty, torby, odzież wierzchnia i dodatki. Do wyboru i koloru. Także od znanych projektantów. Na przykład - sneakersy Gucci kupimy za 380 zł (z 543 zł), przepiękne czarne koronkowe body Jiu Jo za 208 zł (z 297 zł), letnią bluzkę tej samej marki za 169 zł (z 429 zł) a także markowe ubrania dla dzieci – T-shirt Tommy’ego Hilfingera za 59 zł (z 89 zł) czy bluzę Guess za 149 zł (z 229 zł). Artykuł poleca jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze mają? Z ośmieszania się w celebryci pozycza torebke I nosza logiem do przodu ze to ich stac a was nie, ubiora ciuch otrzymany od reklamodawcy zeby wam bylo zal ze za 15tys. Buty za 10tys by tylko zdjecie zrobic a potem delikatnie do pudełka I do zwrotu ze uwieral. Większość tych Polsckich tzw celebrytow to zenada, hipokryzja. Sam pracujac dla celbrytki zawozilem jej pozyczone ze sklepy zeby na otwarcia rano w butiku byly wylozone na wystawe, podczas gdy caly swiat slinil sie z zazroci jakie drogie Buty na wieczor. Tak samo ostatni trend tzw polskich celebrytow na zagraniczne wakacje by sie chwalic zdjecia I a tak naprawde za smiesznie pieniądze Te wakacje Bo nikt normalne w pandemi nie podrozuje. Nie dajcie sie wiecei nabieraccopywriterka6 miesięcy temuKto to pisał? :Dod czego jest Dubaj tam wszystkie znajdą sponsoraSkad forsa?Ty im placisz, teraz tez dalam ' na bulke'😂Najnowsze komentarze (21) chyba nie płacili zadnych podatków i teraz tak krytykują Rząd, bo się boją o swoje ty łkiButy Gucci za 543zl przed zniżką to jakaś podróbka. Nie dajcie się mnie wczesnie wyslal,levisy to kosztowaly 150$tjedne i drugie tez,130 $,tez nie tanie, jeansy tommiego hilfingera kosztowaly 50 $to levisy 150$,zalezy gdzie a tak wogole w kazdym kraju sa,marki ulubione jakiegos narodu amerykanie lubia prade,banana republic,lub tez ksmetykow to este lauder,chanel, tez ralph lauren ,z meski armani,z damskich victoria sicret,ale tez sa drozsze marki jak victoria ktora 2 razy tyle w bieliznie kosztuje niz victoria sicret,ale mozna kupic w rabartach ,ja victoru=i sicret kupowalm tanio,za 5 sztuk stringow,haleczke i bisutonosz zmiescilam sie, w 100$,ale zaznaczam,w sale jak rabaty byly,we wloszech juz tego typu marki,a w niemczech,to tak bezmarkowe sa w wiekszosci kobiety,choc nie ukrywam,ze sa,pewne marki,ktore i tam preferuja,ktore prezentuja butiki w holandi tez inne marki,ulubione narodowosciowo,to nie jest tak,ze jedna marka dominuje versace calkiem nie jest popularne,wbrew pozorom,choc drogie i sa to calkiem bogaci ludzie,ktorzy az tak nie cuduja oprocz kosmetykow i perfum chaneli,to tak nie cuduja jakimis markami po pol miliona,zadrzaja sie tez zamamwiane francuskie marki,odziezy,u co bogatszych,dominuja francuksie i biale zloto,z diamentami czy tez bez diamentowTo chyba dobrze, że pożyczają i oddają. To tak samo jak z biblioteką. Przeczytasz - oddajesz. Z jednej rzeczy skorzysta kilkanaście osób. Więcej zadowolonych, mniej zmarnowanego materiału i EKOLOGICZNIE!!Trzeba być baaardzo bogatym, albo mieć celebrytozę, żeby dostać zniżkę albo darmo. Marki "płacą" inaczej za swój towar niż napisano na metce. Ogarnijcie że koszt kiecki w butkiu jest pięciokrotnie wyższy od realnego kosztu, więc co za problem? Chyba że to haute couture :)Jest inna możliwość. Kupić np. w Zalando, a po pokazie odesłać. Koszt przesyłki i cóż to za moda im bardziej podarte to na topie i ubierz się 69 latka w ciuch nastolitki, umaluje w ros anie z próbki, wyjmie z paczki tampon lub podpaskę, kurtkę do biodra/jeśli ma/ i już czuje się bardzo młoda i modna. Dajcie spokój moda żeruje na słabościach i chęci szpanowania a to tylko zwykle ciuchy z drogą metka 😅😅😅😅😅😅6 miesięcy temuCHODZĄ ZE SCHOWANYMI METKAMI.😅😅😅😅😅😅😆😆😆😆😆Takie oto z nich bogaczki. Oddają suknie do sklepu po pokazaniu się na ściance. 😊😊😊😊Niezupełnie. Szafy celebrytów są bardziej puste niż pełne. Oni korzystają z wypożyczalni markowych pudel, aleś poszedł z tą reklamą 😅Z Pudelka! Pudel dobrze płaci stąd u nich tyle markowych bluzek, koszul...i gaci!to dzięki wam pospólstwo , któremu się marzy życie celebryckie a wiec dalej klikajcie na Instagram, kupujcie reklamowane produkty i żyjcie jak wam celebryci każą. Prymitywni celebryci pozycza torebke I nosza logiem do przodu ze to ich stac a was nie, ubiora ciuch otrzymany od reklamodawcy zeby wam bylo zal ze za 15tys. Buty za 10tys by tylko zdjecie zrobic a potem delikatnie do pudełka I do zwrotu ze uwieral. Większość tych Polsckich tzw celebrytow to zenada, hipokryzja. Sam pracujac dla celbrytki zawozilem jej pozyczone ze sklepy zeby na otwarcia rano w butiku byly wylozone na wystawe, podczas gdy caly swiat slinil sie z zazroci jakie drogie Buty na wieczor. Tak samo ostatni trend tzw polskich celebrytow na zagraniczne wakacje by sie chwalic zdjecia I a tak naprawde za smiesznie pieniądze Te wakacje Bo nikt normalne w pandemi nie podrozuje. Nie dajcie sie wiecei nabierac
Współczesne media przyzwyczaiły nas do tego, że nawet najpoważniejsze informacje czy zniuansowana polityka międzynarodowa mogą być sprzedawane w formie rozrywki. Ta idea kryje się pod anglojęzycznym terminem „infotainment" (skrzyżowanie information oraz entertainment, czyli wiadomości i rozrywki). Afera wokół amerykańskiej komedii, której głównym wątkiem jest zabójstwo przywódcy Korei Północnej inicjowane przez CIA, pokazuje, że jesteśmy już krok dalej. Rozrywkowa jest nie tylko forma informacji, ale także sama ich treść. Trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z precyzyjnie wyreżyserowaną kampanią promocyjną, a głos w sprawie komediowego filmu zabierają światowi politycy z Barackiem Obamą na czele. Zemsta będzie okrutna Warto odtworzyć zdarzenia wokół „The Interview" (polski tytuł „Wywiad ze Słońcem Narodu"), które w ostatnich tygodniach eskalowały do niewyobrażalnych rozmiarów. Zaczęło się od tego, że dwóch naczelnych wesołków Hollywood Seth Rogen i James Franco stworzyło komedię o amerykańskich dziennikarzach, którym CIA zleciło zabicie dyktatora Korei Północnej podczas przeprowadzania ekskluzywnego wywiadu dla amerykańskiej telewizji. W czerwcu 2014 r. agencja informacyjna Korei Północnej wydała oświadczenie potępiające produkcję. Zostało ono wkrótce powtórzone na forum ONZ i w liście protestacyjnym do Baracka Obamy. Północnokoreańskie władze groziły, że ich odpowiedź na dystrybucję filmu będzie „okrutna i bezlitosna". W listopadzie tajemniczy hakerzy pod nazwą Strażnicy Pokoju wdarli się na serwery korporacji Sony (producenta filmu) i zainfekowali je wirusem kradnącym dane i niszczącym oryginalne pliki na jej dyskach. Skradzione informacje były następnie stopniowo udostępniane w sieci i przysporzyły koncernowi wiele kłopotów. Upubliczniono korespondencję prezesów Sony, którzy nabijali się z Angeliny Jolie („zepsuty bachor bez talentu") oraz Baracka Obamy (żartowali, że jego ulubione filmy to historie niewolników: „Django", „Zniewolony" i „Kamerdyner") i narzekali, że Steven Spielberg wciąż wyciąga od nich pieniądze na kampanię polityczną Hillary Clinton. Jakby tego było mało, wyciekły również umowy i wrażliwe dane ludzi związanych z korporacją, wśród nich listy płac oraz numery kont znanych gwiazd ( Toma Hanksa, Brada Pitta, Sylvestra Stallone'a). Jednocześnie hakerzy sugerowali, że jeśli dojdzie do premiery filmu, to nie powstrzymają się przed zamachami terrorystycznymi na kina i multipleksy. Dystrybutorzy potraktowali te groźby serio i zaczęli się masowo wycofywać z rozpowszechniania kinowego „The Interview", wskutek czego Sony obwieściło, że jest zmuszone wstrzymać premierę. Na dodatek FBI potwierdziło domysły, że za hakerami stoją służby specjalne Korei Północnej. Patowa i nieco surrealistyczna sytuacja zaczęła uwierać amerykańskie poczucie dumy i przed bożonarodzeniowymi świętami głos w sprawie zabrał sam Barack Obama, stając się kolejnym uczestnikiem całej tej międzynarodowej komedii. Amerykański prezydent stwierdził, że Sony popełniło błąd, wycofując film z dystrybucji, i dodał: „Nie możemy pozwolić, by na nasze życie społeczne wpływał dyktator z jakiegoś kraju i cenzurował nam filmy. Jeżeli ktoś nam grozi z powodu filmu komediowego, który mu się nie spodobał, to co będzie, gdy zobaczy film dokumentalny albo wiadomości telewizyjne, które również nie będą mu w smak? Albo jeśli, co gorsza, producenci filmowi i dystrybutorzy sami zaczną cenzurować swoje utwory, żeby przypadkiem nie urazić jakiegoś dyktatora... Ameryka tak nie postępuje". Kilka dni później Korea Północna straciła na 24 godziny dostęp do internetu, o co jej władze oskarżyły oczywiście Stany Zjednoczone, a w oficjalnym oświadczeniu Baracka Obamę nazwały małpą. Po wystąpieniu prezydenta uderzającym w czułe amerykańskie nuty – wolność słowa i zawoalowany imperializm – film trafił 24 grudnia do kinowej dystrybucji, choć w okrojonym zakresie, bo tylko do 331 kin w USA. Ponadto Sony udostępniło obraz za niewielką opłatą w licznych internetowych kanałach dostępu. Polska data premiery jest nieznana, ale film bez przeszkód można obejrzeć legalnie w internecie. Przez pierwsze cztery dni „Wywiad ze Słońcem Narodu" zarobił w samej sieci 15 milionów dolarów. Jego budżet wynosił 90 milionów dolarów (44 miliony to koszty produkcji, a drugie tyle pochłonęła promocja), więc można przypuszczać, że koszty obrazu się zwrócą, i to z nawiązką. Zwłaszcza że film otrzymał bezprecedensową kampanię promocyjną. Nie była ona tak zupełnie darmowa, jak chcieliby niektórzy komentatorzy, bo jednak wizerunek Sony mocno ucierpiał na całej awanturze. Mimo to Seth Rogen i James Franco triumfują i mogą mieć powody do radości, bo rzeczywistość dopisała do ich satyrycznej komedii równie śmieszny i absurdalny sequel, w którym trudno odróżnić fakty od fikcji. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Internet kocha Kima To, że powstała komedia o Kim Dzong Unie, nie jest wydarzeniem niespodziewanym. Od kilku lat przywódca komunistycznej Korei, a wcześniej jego ojciec są „ulubieńcami" internetowych żartownisiów. Na temat Kimów i rządzonego przez nich państwa powstały niezliczone ilości rysunkowych memów i parodystycznych filmików. Nasiliło się to zwłaszcza po śmierci Kim Dzong Ila w 2011 r., po której Koreańczycy z północy płakali na publicznych apelach i z żalu wyrywali sobie włosy. Na ile były to prawdziwe łzy po stracie przywódcy, a na ile łzy strachu, mogą powiedzieć tylko ci, którzy takiego terroru doświadczyli. Zachodnie media jednak z upodobaniem te obrazki pokazywały, a internauci z właściwą sobie delikatnością wyszydzali. Nowy władca – Kim Dzong Un, okazał się jednak jeszcze wdzięczniejszym obiektem żartów niż jego ojciec. Wystarczy w wyszukiwarce obrazów Google wpisać jego imię, by wyskoczyły dziesiątki satyrycznych fotomontaży i memów, których twórcy nabijają się z wyglądu, intelektu i zwyczajów tego polityka, ale także z poziomu rozwoju Korei Północnej, co może przypominać polskie dowcipy o „radzieckiej myśli technicznej". W języku sieci powiedzielibyśmy, że Kim jest królem internetów albo że wygrał internety. Amerykańscy internauci szybko nazwali dyktatora Lil' Kimem (Małym Kimem), tak samo jak raperkę Kimberly Jones, od lat występującą pod takim pseudonimem. Dodatkowym paliwem tych żartów stał się niezwykle popularny teledysk „Gangnam Style" w wykonaniu południowokoreańskiego piosenkarza pop o przydomku PSY. Od razu zaczęły się pojawiać przeróbki, w których to Kim Dzong Un śpiewa i tańczy w rytm tej piosenki, zwłaszcza że dyktator i muzyk na pierwszy rzut oka mogą się wydać podobni. W tym kontekście filmowa komedia o otyłym azjatyckim satrapie, który jest megalomanem, niebezpiecznym terrorystą i rozpieszczonym dzieciakiem w jednym, była tylko kwestią czasu. Scenarzyści „The Interview" Seth Rogen i Evan Goldberg przyszli niemal na gotowe. Ciekawe, że powstał film, który niekoniecznie jest karykaturą północnokoreańskiego reżimu, a raczej satyrą na zachodnie media i stan umysłu Amerykanów. Głównymi bohaterami „The Interview" są telewizyjny gwiazdor Dave Skylark (James Franco) i jego producent Aaron Rapaport (Seth Rogen). Razem tworzą popularny talk-show, jakich mnóstwo w każdej (również polskiej) telewizji, gdzie tradycyjne wiadomości mieszają się z plotkami ze świata show-biznesu. Skylark z empatią wysłuchuje intymnych zwierzeń gwiazd, by za moment z uśmiechem na ustach omawiać koncert popowej artystki, która włożyła na występ zbyt skromną bieliznę. James Franco w tej roli szarżuje, kreśląc postać telewizyjnego gwiazdora bardzo grubą kreską. Od pierwszej sceny widać, że to ostra satyra. Wszystko jest wyolbrzymione, ale znowu nie tak bardzo, bo przecież poplątanie tematyczne obserwujemy na co dzień i w Polsce. Awantura w Sejmie, związki partnerskie, chorobliwa otyłość aktora, protesty wyborcze, wulgarny wpis na Twitterze, podsłuchy na obiedzie szefa MSW i choroba celebryty – wszystko wymieszane w medialnej pralce i demokratycznie zrównane w hierarchii ważności. Skylark w swojej pracy czuje się znakomicie, w przeciwieństwie do swojego partnera, którego gra Seth Rogen. Producent Rapaport ma wyrzuty sumienia, że wytwarza towar niskiej jakości. Niegdyś był poważanym dziennikarzem, a skończył jako asystent infantylnego showmana w plotkarskim programie udającym coś większego. Odmianę na lepsze, czyli powrót do „poważnego" dziennikarstwa, Rapaport dostrzega w pomyśle Skylarka, by przeprowadzić wywiad z Kim Dzong Unem, który po raz kolejny straszy Amerykę atakami rakietowymi. Wywiad ten może dojść do skutku, dlatego że Kim jest miłośnikiem amerykańskiej kultury popularnej, co zresztą stanowi fakt nie tylko filmowy, ale też rzeczywisty. Północnokoreański dyktator, który uczył się w szwajcarskich szkołach, bardzo lubi amerykańską koszykówkę i kino akcji. Filmowy dyktator jest wielkim miłośnikiem programu Skylarka. Film Rogena i Franco niekoniecznie jest karykaturą północnokoreańskiego reżimu. To raczej satyra na zachodnie media i stan umysłu Amerykanów Kiedy o planowanym wywiadzie dowiaduje się opinia publiczna, do Skylarka i Rapaporta przychodzi para agentów CIA, by złożyć im propozycję nie do odrzucenia. W trakcie swojej podróży do Korei Północnej mają otruć dyktatora, co spowodowałoby przewrót w komunistycznym kraju. Królowie komedii Nietrudno się domyślić, że ich wyjazd przerodzi się w popis amerykańskiej głupoty i dezynwoltury. Skylark zaskakująco dobrze bawi się w towarzystwie Kima. Jeżdżą razem czołgiem, strzelając z działa w co popadnie, słuchają amerykańskiego popu i piją na umór w towarzystwie pięknych dziewczyn. Prawie jak w teledysku „Gangnam Style". Po wspólnych balangach Skylark jest niemal przekonany o tym, że Kim, zgodnie z północnokoreańską propagandą, jest ofiarą imperialistycznej nienawiści. W tym samym czasie Rapaport nawiązuje romans z piękną Koreanką trzęsącą reżimowym wojskiem i aparatem bezpieczeństwa. Całość kończy się widowiskową śmiercią dyktatora (ponoć złagodzoną po interwencji japońskiego szefa Sony) i ucieczką dziennikarzy z półwyspu w rytm wolnościowego szlagieru „Wind of Change" grupy Scorpions. Trudno powiedzieć, czy większymi ignorantami w filmie są postacie Koreańczyków czy Amerykanów. Być może ta dwuznaczność sprawiła, że w Stanach Zjednoczonych film otrzymał mało pochlebne recenzje. 32-letni Rogen i 36-letni Franco nie tylko zagrali w filmie, ale też to oni go stworzyli. Rogen odpowiada za scenariusz i reżyserię, a Franco jest jego producentem wykonawczym. Warto dodać, że para przyjaźni się od czasów młodości, kiedy wspólnie zaczynali karierę w branży filmowej. Zadebiutowali jednocześnie pod koniec lat 90. w komediowym serialu młodzieżowym „Freaks and Geeks" emitowanym w Telewizji Polskiej pod tytułem „Luzaki i kujony". Do serialu zaangażował ich Judd Apatow, wtedy młody twórca z komediowym zacięciem, a obecnie niekwestionowany król amerykańskiej komedii stojący za największymi hitami komediowymi ostatnich lat. Wśród nich są „40-letni prawiczek", „Chłopaki też płaczą", „Supersamiec", i hipstersko-feministyczny serial HBO „Dziewczyny". Apatow poprowadził karierę Setha Rogena, który dziś wyrasta na postać równie wpływową co jego mistrz. Z kolei James Franco pochodzi z aktorskiej rodziny. Ma na koncie role w wielkich superprodukcjach („Spiderman" i „Geneza planety małp"), ale również może się pochwalić kreacjami u takich twórców, jak Danny Boyle („127 godzin") czy Gus Van Sant („Obywatel Milk"). Ponadto maluje, pisze, tworzy muzykę i kręci niskobudżetowe filmy, z którymi jest zapraszany na międzynarodowe festiwale, do Berlina i Wenecji, choć krytycy wciąż mają spore wątpliwości co do jego talentu. W dodatku Franco ma skłonność do kontrowersji, przez co wzbudza zainteresowanie kolorowych gazet i plotkarskich portali. Pozuje na ambitnego i wszechstronnego twórcę po studiach na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Jednocześnie po internecie krążą fotografie pokazujące, jak śpi podczas uniwersyteckich wykładów, a także fragmenty jego korespondencji z nastoletnimi fankami, gdzie wypytuje, czy się z nim umówią i czy na pewno skończyły 18 lat. Taki oto duet artystów wywołał międzynarodowy skandal, wkurzył azjatyckiego władcę, zmusił do reakcji samego Obamę i przeprowadził jedną z najgłośniejszych, a jednocześnie najbardziej surrealistycznych kampanii reklamowych w historii popkultury. Pomieszanie porządków Wcześniejsze wspólne projekty Rogena i Franco to popularne komedie „Boski Chillout" (2008) i „To już jest koniec" (2014). Pierwsza opowiadała o niecodziennej przygodzie sądowego kuriera uzależnionego od marihuany i jego dilera, w której trudno było odróżnić prawdziwą historię od narkotycznego odlotu bohaterów. Druga to satyra na Hollywood, w której grupę aktorów podczas mocno zakrapianej imprezy w luksusowej dzielnicy Los Angeles zastaje koniec świata. Celebryci zamykają się w willi na cztery spusty i zastanawiają, co mają dalej zrobić. Obie komedie są zabawne o tyle, o ile ktoś wytrzyma solidną dawkę grubych żartów z rejestru seksualnego bądź skatologicznego. W „The Interview" również ich nie brakuje – jednym z powtarzających się dowcipów jest krążąca pogłoska, że Kim Dzong Un nie musi się załatwiać, bo tyle pracuje, że cała jego energia spala pokarm wewnątrz organizmu. Wbrew licznym krytycznym opiniom nie jest to film dużo gorszy od pozostałych dokonań jego twórców. Przede wszystkim należy pamiętać, że poczucie humoru Setha Rogena i Jamesa Franco nie jest wyrafinowane ani inteligenckie. Fani Woody'ego Allena rzeczywiście mogą mieć problem z komediami typu „Boski Chillout". Bliżej tym obrazom do obscenicznych i groteskowych komedii ludowych, które również mają bogatą tradycję w historii kultury, chociaż nieco wstydliwie wypieraną przez inteligenckie wzorce. Dla przykładu warto przypomnieć XVI-wieczny utwór „Gargantua i Pantagruel" Franciszka Rebelais'go, w którym nie brakuje wulgaryzmów i obsceny, podobnie jak choćby w antycznych komediach Arystofanesa. Nie piszę tego po to, by dowartościowywać tego typu komedie, ale by zaznaczyć, że takie poczucie humoru nie jest wyłączną domeną amerykańskich komików i nie zrodziło się w XX wieku. Wskutek politycznej burzy medialne autorytety i serwisy niezajmujące się na co dzień rozrywką, dotychczas ignorujące produkcje typu „Wywiad ze Słońcem Narodu " i „To już jest koniec", nagle poczuły się w obowiązku zrecenzować film Rogena i Franco. Teraz demonstrują swoje rozczarowanie: jak to? Tutaj się broni amerykańskiej demokracji, wolności i pokoju na świecie, a tam roi się od żartów na temat przyrodzenia i złośliwości pod adresem Ameryki? Można odnieść wrażenie, że krytyka „The Interview" wynika z pomylenia porządków: tego, z jakiego ten film się wywodzi, oraz tego, w którym chcieliby go umieścić komentatorzy. Komicy mogą kpić z totalitarnych reżimów, amerykańskiej mentalności, wąskich horyzontów swoich rodaków, żenującego poziomu mediów i mitu światowego policjanta. Ale politolodzy, socjolodzy i komentatorzy polityczni recenzujący filmową komedię tworzą do niej tylko groteskowe post scriptum.
Tak krzyczeli włoscy sprzedawcy flaków gdy, przed kilkoma stuleciami, wędrowali po Rzymie sprzedając nie najbogatszej klienteli swoje wyroby. Trippa alla romana są do dziś daniem uwielbianym przez Rzymian (i nie tylko). Krojone nieduże kwadraciki flaki duszone w pomidorach z różnymi warzywami a w końcowej fazie podsmażane na oliwie i obficie posypane parmezanem to prawdziwy przysmak. Jadłem je w Rzymie parokrotnie, za każdym razem w innej knajpce, by na koniec wylądować na Awentynie w „Checchino dal 1887” (via di Monte Testaccio 30) gdzie ta potrawa jest najwspanialsza. Restauracja czynna od ponad stu lat, mieści vis a vis starej rzeźni i ma świeże podroby parę razy dziennie. Tu trippa alla romana nigdy nie zabraknie. W najbardziej upalne noce (bo któżby chodził do restauracji w dzień?!) można siedzieć na powietrzu a dla ochłody powędrować na zwiedzanie tutejszej piwniczki winnej. Dodać należy, że lokal mieści się starych zabudowaniach klasztornych. Wśród opowiastek o rzymskich ulicznych sprzedawcach jedzenia (bo nie tylko flaki ale np. także spaghetti było sprzedawana obnośnie czy obwoźnie) znalazłem i taką, która mówiła, że bieda we Włoszech miała wiele poziomów. Ubodzy jadali więc trippa a nędzarze musieli zadowolić się tylko samym wywarem pozostającym w kotle. Nieco inaczej robią flaki w Parmie. Tu dusi się je w sosie z surowej szynki, dusi w warzywach i pomidorach aby na koniec zapiec pod parmezanem w piekarniku. Dość podobnie prezentują się flaki po florencku. Tyle tylko, że są one znacznie dłużej gotowane ale także w warzywach i pomidorach. Niewątpliwym delikatesem są we Włoszech flaki cielęce, które przyrządza się czekając aż cielę dobrze się napije mleka matki. To mleko w żołądku nadaje specyficzny smak potrawie i powoduje ich niezwykłą delikatność. O mieszkańcach Porto (przeskoczyliśmy już do Portugalii) mawiają, że to pożeracze flaków (ujesz trippeiros). I nie jest to traktowane jak obelga. Rzeczywiście flaki od setek lat są w tym mieście, słynącym ze wspaniałego płynu noszącego takie samo imię jak i miejscowość, daniem codziennym i powszechnym. Prawdę mówiąc czasem gotów byłbym przyznać potrawie o dźwięcznej nazwie dobrada przyznać palmę pierwszeństwa w tym flakowym rankingu. Aby nie być gołosłownym przytoczę po prostu cały przepis: Dobrada 800 g ugotowanych i pokrojonych na cienkie paski flaków, 200 g poprzerastanego boczku, 200 g kiełbasek chorizo lub innych pikantnych, czosnkowych, pół średniego kurczaka, 800 g białej fasoli, 3 cebule, 3 marchewki, 2 strąki czerwonej papryki, łyżka koncentratu pomidorowego, kieliszek białego wina, 2 łyżki oliwy, tymianek, pieprz, sól Przez noc namoczoną fasolę gotować 90 minut. Obraną i pokrojoną na cienkie połówki plastrów cebulę przesmażyć na oliwie. Dodać pokrojony w paski boczek, kawałki kurczaka, plasterki marchwi, oczyszczone i pokrojone papryki i podlawszy wywarem spod flaków gotować godzinę. Dodać flaczki oraz odcedzoną fasolę a także pokrojone na plastry kiełbaski chorizo, koncentrat pomidorowy, sól, pieprz oraz tymianek i gotować 30 mi?nut na małym ogniu, dolewając (gdy brakuje płynu) ćwierć szklanki wywaru spod fasoli; potrawa ma być gęsta. Przed podaniem wlać kieliszek wytrawnego białego wina. No i co o tym sądzicie? Nie ma już czasu ani miejsca by napisać o flakach w wydaniu azjatyckim. A tam w Chinach są one zupełnie inaczej robione niż u nas w Europie. O ulubionym daniu Heleny czyli andouillette już pisaliśmy parokrotnie (nawiasem dodam, że to i mój przysmak). Są jeszcze flaki smażone w głębokim oleju jak frytki i to z treścią czyli ziołami, które bydlątko jadało przed ubojem. Rarytas. Można więc te same flaczki przerabiać na setki sposobów. Ostatnio jadłem je na ekranie w postaci gorącej, zapiekanej sałatki. W którąś sobotę kwietnia będzie można ów spektakl obejrzeć w „Kuchni z Okrasą”. I na tym koniec bom zgłodniał. Idę więc przyrządzić flaki po bożemu czyli po warszawsku z pulpetami wątrobianymi.
Gdy pada hasło "amant filmowy" nazwisko Rudolf Valentino jest pierwszym skojarzeniem. Ale w końcu to właśnie gwiazdor kina niemego dzięki roli w filmie "Szejk" stał się pierwszym amantem w dziejach, a przy okazji też pierwszym popularnym męskim idolem kultury masowej / Newspix / DPALFAQUI Czarujący twardziele o miękkim sercu, uwodzicielskim głosie i uroku osobistym. Gdy pojawiali się na ekranie nie sposób było oderwać od nich wzroku. Oto wielcy amanci kina, szkoda, że głównie starego... 1 Nieustraszony bohater najwspanialszych filmów przygodowych wyprodukowanych w Hollywood w latach 30. i 40., ale także legendarny sercołamacz – kobiety uwielbiały jego szyderczy cynizm, wspaniałą sylwetkę i muskularne nogi, świetnie prezentujące się w trykotach AP 2 Megagwiazda filmu noir, ikona, którą American Film Institute umieścił na pierwszym miejscu listy "Największych aktorów wszech czasów". Do historii kina Bogart wszedł jako odtwórca ról silnych mężczyzn (mimo niskiego wzrostu) i właśnie takim go kochały kobiety... Media 3 Jeden z największych aktorów ze Złotej Ery Hollywood. Twardy facet z westernów i dramatów wojennych, który przez lata był największym amantem amerykańskiego kina. Ubóstwiany przez panie, ale też szanowany w branży AKPA 4 "Król Hollywoodu", który piękną Scarlett O'Harzę rzucał słowami: "Szczerze mówiąc, moja droga, nic mnie to nie obchodzi" AKPA 5 Porywczy, charyzmatyczny i nieprzyzwoity w "Tramwaju zwanym pożądaniem". Buntownik w czarnej kurtce z "Dzikiego". Twardy Don Corleone z "Ojca chrzestnego". Ekshibicjonista z "Ostatniego tanga w Paryżu". Łatwo można było stracić głowę dla Brando AKPA 6 O sobie mawiał, że jest "amantem z pogniecioną gębą". Ale to właśnie na tę gębę widzowie chcieli patrzeć od czasu sukcesu "Do utraty tchu" (1960) Jean-Luca Godarda AKPA 7 Do grona amantów zaliczony został po oscarowej roli w "Ben Hurze". Kobiety szalały za nim niezmiennie – nieważne, czy grał kolejną postać biblijną, czy też dyrektora generalnego Colby Enterprises, Jasona Colby'ego w serialowej "Dynastii" AKPA 8 Pamiętny "Fanfan Tulipan" i Julian z ekranizacji dzieła Stendhala – "Czerwone i czarne". Wielki aktor, któremu Amerykanie nadali przydomek "odrzutowego Francuza" AKPA 9 W "Mężczyźnie i kobiecie" stworzył z Anouk Aimée jeden z największych duetów miłosnych wszech czasów. Ale nie można zapominać o innych, znakomitych rolach Francuza, który nie sprzedał się Hollywood – "I Bóg stworzył kobietę", "Człowiek, który kłamie", "Byle do niedzieli" AKPA Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję Zobacz więcej Przejdź do strony głównej