W wydanym w środę komunikacie Stolica Apostolska potwierdziła słowa papieża i doniesienia mediów o tym, że w ostatnich doszło do pogorszenia stanu zdrowia Benedykta XVI. W czwartek po godz. 14 Watykan podał, że stan 95-letniego emerytowanego papieża Benedykta XVI jest ciężki, ale stabilny . Tajemnicza kobieta w Watykanie. Rodzina papieża jej nie znosiła. Osobista sekretarka papieża Piusa XII to jedna z najbarwniejszych postaci w historii papiestwa w XX w. Niemiecka zakonnica, nazywana często "papieżycą", cieszyła się ogromnym zaufaniem papieża. Miała w Watykanie zdecydowanie więcej wrogów niż przyjaciół. 3,3 tys. Dlatego filmy o Watykanie nie są rzadkością. W tym artykule rozważymy niektóre z nich. "Anioły i demony" (2009) Aby opisać filmy o Watykanie, zacznijmy od obrazu,na podstawie powieści Dana Browna. Wszystko zaczęło się podczas wyboru nowego papieża. Budynek wzniesiony z inicjatywy papieża Piusa IV został konsekrowany w 1583 roku, chociaż tak naprawdę budowa została ukończona dopiero w 1775 roku. Chiesa di Sant’Egidio a Borgo. Kolejny kościół w Watykanie znajduje się w miejscu do którego bez specjalnej przepustki nie mogą dostać się zwykli śmiertelnicy. Świętość tworzy przyjaźnie – specjalna konferencja w Watykanie. Wymiar wspólnotowy świętości – pod tym hasłem odbywa się konferencja zorganizowana przez Dykasterię Spraw Kanonizacyjnych w rzymskim Instytucie Patrystycznym Augustinianum. „Do tej pory, kiedy mówiło się o świętych, patrzyło się głównie na indywidualną Czy w Watykanie można nosić klapki? gru 24, 2022. Sandały są w porządku, ale klapki są uważane za zbyt luźne jako obuwie do wejścia do Watykanu; Jeśli nosisz kapelusz lub czapkę, będziesz musiał je zdjąć po wejściu do budynku; Bazyliki i muzea mogą być zimne nawet w lecie: weź szalik lub paszminę. Czy w Bazylice św. Wejdź bez kolejki do Muzeów Watykańskich i Kaplicy Sykstyńskiej oraz wybierz się na pełną wycieczkę z przewodnikiem-ekspertem po Watykanie. Bezpłatne anulowanie. Czas trwania 3 godziny 30 minut. Dostępne w: en. Natychmiastowe Potwierdzenie. Bez Kolejki. 4,5 /5. Kardynał nagrał papieża Franciszka bez jego wiedzy. Jednym z wątków trwającego w Watykanie procesu stało się też nieoczekiwane odnalezienie przez włoską Gwardię Finansową nagranie rozmowy kardynała Becciu z papieżem z lipca zeszłego roku. Miał to miejsce podczas 37 rozprawy. Odbyła się ona na trzy dni przed otwarciem Ukraiński żołnierz, któremu Rosjanie w niewoli wyryli swastykę na czole, przeszedł już zabieg usunięcia blizn. Jego historia niesie się głośnym echem w internecie. Najlepsze wskazówki dotyczące zwiedzania Watykanu. Na koniec, oto nasze najważniejsze wskazówki dotyczące idealnej wizyty w Watykanie! 1. Przestrzeganie watykańskiego dress code'u. Podczas wizyty w Watykanie obowiązuje określony dress code, którego należy przestrzegać. Należy unikać ubrań, które odsłaniają zbyt wiele, takich zFpbzK. Podróż papieża do Kanady jest kolejnym krokiem w długiej pielgrzymce pojednania Kościoła katolickiego i rdzennych mieszkańców Kanady. Ucieleśnieniem tego pojednania jest ks. Cristino Bouvette – dyrektor ds. liturgicznych podróży apostolskiej papieża Franciszka. “Jeśli ja mogę być ucieleśnić pojednanie - to każdy może to zrobić” – mówi ks. Bouvette. Ks. Bouvette wie bardzo dużo o krzywdzie, jaka spotkała rdzenne ludy Kanady. Bo spotkała ona jego własną babcię. W szkole rezydencjalnej, z dala od rodziców i rodzinnego domu spędziła ona 12 lat. „Miała 14 dzieci. I myślę, że przez całe życie musiała być naprawdę cudowną i niezwykłą matką, jej dzieci tak bardzo kochały ją i szanowały. Wiem, że wielu wychowanków tych szkół mówi, że z powodu rozłąki z rodzicami sami nigdy nie nauczyli się być dobrymi rodzicami. I rozumiem powody, dlaczego tak się działo, ale nie dotyczyło to mojej babci” – powiedział mi ksiądz Bouvette w „Między Ziemią a Niebem” TVP1. „Babcia była cudowną, piękną osobą, a jej wiara była jedną z najważniejszych części jej życia, to było coś, czego nie narzuciła jej szkoła. Był to dar, było to dziedzictwo jej rodziny, ponieważ w jej rodzinie były już wcześniej trzy pokolenia chrześcijan. A więc było to coś znanego jej przed pójściem do szkoły, a nie coś, co musiała wziąć na siebie, przyjąć i zachować. To było w niej głęboko zakorzenione i to właśnie próbowała nam przekazać”. Babcia księdza Cristino była protestantką, przez protestantów zresztą była prowadzona jej szkoła. To była babcia ze strony ojca – pochodziła z plemienia Kri. Dziadek był Metysem. Mama księdza Cristino jest Włoszką, i to właśnie wtedy ojciec duchownego przeszedł na katolicyzm – gdy poznał żonę. Jak zareagowała Babcia gdy dowiedziała się, że jej wnuk zostaje katolickim księdzem? „To po babci odziedziczyłem dar miłości do czytania Pisma Świętego i codziennego spędzania czasu ze Słowem Bożym. Dla niej to nie miało znaczenia, że ​​będę katolickim księdzem, że jej wnuk wybrał taką drogę powołania. W momencie kiedy lepiej rozumiałem tę zależność Kościoła katolickiego i szkół rezydencjalnych obawiałem się, że może to ją zrani czy też przyniesie jej wstyd. Ale ona w ogóle nie miała takich uczuć. Powiedziała mi :​​ 'Znałam też dobre zakonnice i księży i ​​wiem, że będziesz jednym z nich'. Zachęta z jej strony była dla mnie źródłem wielkiej siły” - powiedział mi ks. Bouvette. Babcia nie dożyła momentu w którym zobaczyłaby swojego wnuka jako dyrektora papieskiej pielgrzymki w Kanadzie. Ale rola, jaką odgrywa ks. Bouvette, nie jest tylko formalna. „Nie chcę brzmieć zbyt patetycznie, ale mam nadzieję, że jestem ucieleśnieniem pracy, którą staram się wykonać. Staram się być pomostem między dwoma światami, Watykanem i całą jego strukturą i protokołami, a rdzennymi ludami, Połączenie tych dwóch światów może być czasami skomplikowane, ale czuję się bardzo komfortowo w nich obu. Nie jest mi niezręcznie zakładać sutannę, zachowywać się bardzo oficjalnie i mówić po włosku do urzędnika Watykanu. Ale jest mi też bardzo wygodnie siedzieć przy ognisku i słuchać opowieści starszych. Oba światy są moje. A więc jeśli mogę mieć, jak mówimy tutaj, stopę w obu światach, mam nadzieję, że daje to przykład wszystkim. Jeśli jest to możliwe w jednym człowieku, to jest to możliwe dla nas wszystkich”. My już żyjemy tym pojednaniem, mówi ks. Bouvette. To nie jest coś nowego i nie jest to coś, co się zacznie, ponieważ przyjeżdża papież. „Przyjeżdża, aby uczestniczyć w czymś, co już się dzieje. Dlatego tak ważny jest obraz, którego użył on pewnego dnia, obraz pielgrzymki. Kiedy idziesz na pielgrzymkę, dzieje się tak dlatego, że inni pielgrzymi przeszli przed tobą, a jeszcze inni pielgrzymi przyjdą później. A więc papież przyjeżdża po to, żeby uczestniczyć w czymś, co już się rozpoczęło i już dzieje się w naszym kraju. Ale jego wizyta da nam nowe pomysły i nowe sposoby, aby spróbować lepiej żyć”. Symboliczne spotkanie dwóch światów zobaczymy już podczas powitania papieża – gdy zostanie on potraktowany jako jeden z „wodzów” na Niedźwiedzich Wzgórzach w Edmonton, w zachodniej Kanadzie. „To będzie jedna z najpiękniejszych chwil pielgrzymki” - mówi ks. Cristino, dodając: „Myślę, że będzie to bardzo wzruszające dla niego i dla całego świata, aby zobaczyć piękno i bogactwo kultury, która - choć starano się ją wyeliminować - nie zniknęła i jest nadal dla nas obecna i potrafi dzielić się swoim pięknem z nami”. To właśnie wykorzenienie kultury jest dla ks. Bouvette znakiem, że krzywda ciągnie się w Kanadzie od pokoleń. „Rząd Kanady chciał wykorzystać istniejący wcześniej system edukacji i ludzi, którzy go znali, aby odebrać rdzennym mieszkańcom kulturę, aby przekształcić ich w ludzi, którzy mogliby żyć w nowej kulturze , żeby powiedzieć, mamy teraz nowy kraj, jesteście teraz obywatelami tego kraju, więc nauczycie się „żyć po naszemu”. Przez to - mówi ksiądz – „umiem dzięki jednym dziadkom mówić po włosku, ale nie umiem mówić w Kri, bo mojej drugiej babci ten język został po prostu odebrany i nie mogła przekazać go mnie”. Część dzieci była zabierana rodzinom, ale trzeba też pamiętać, że część rodzin sama oddawała dzieci na wychowanie w szkołach. „Było też wielu rdzennych rodziców, którzy mówili - to jest teraz nasz kraj, tak się rzeczy mają, musisz iść do szkoły. Więc trzeba uczciwie powiedzieć, że nie chodziło też o to, że księża chodzili i porywali dzieci i zmuszali je do przyjścia i pozostania w szkołach. Wiele przekazów medialnych jest zbyt sensacyjnych i sprawiają one, że problem wydaje się gorszy, niż faktycznie był. To, co się stało, było wystarczająco złe. Nie musimy zamieniać tego dziś w coś jeszcze gorszego. Myślę, że ważne jest, aby ludzie mniej zaznajomieni z historią też to zrozumieli” – podkreśla ks. Bouvette. Z drugiej jednak strony - papież, decydując się na przyjazd tutaj „mówi, że nie ukrywamy się przed tą historią. Nie udajemy, że tak się nie stało. I nie mówimy, że to nie było dla ciebie trudne, ani że nie sprawiało ci cierpienia. Potwierdza ich doświadczenie. Pierwsza część uzdrowienia to przecież powiedzenie: Przyznaję, że to spowodowało u ciebie cierpienie”. Ksiądz Bouvette przyznaje też, że pielgrzymka jest już sama w sobie dowodem na społeczny proces pojednania zachodzący w kanadyjskim społeczeństwie. „Jak do niej doszło? Tym, że kilku wodzów rozmawiało z kilkoma kardynałami w Watykanie i nagle – mamy papieską wizytę? Nie. Setki nierdzennych mieszkańców Kanady poświęciło na ochotnika więcej godzin swojego życia, niż przypuszczali, że mają do zaoferowania – po to właśnie, aby to wszystko się wydarzyło. Jest to niezwykłe i piękne świadectwo. To jest właśnie jedność, której wszyscy powinniśmy pragnąć w tym kraju. Wszyscy jesteśmy zaproszeni, aby stać się sąsiadami w tym kraju, widzieć siebie nawzajem jako sąsiadów, ponieważ dzielimy tę ziemię razem i możemy żyć w harmonii i jedności, jeśli będziemy mieli odwagę spróbować”. Czwartek, 14 listopada 2013 (06:28) Nadzwyczajna sytuacja w Watykanie, gdzie mieszka dwóch papieży - Franciszek i jego emerytowany poprzednik, Benedykt XVI - wymusiła zamknięcie dla turystów jednej z największych atrakcji. Zawieszono zwiedzanie Ogrodów Watykańskich w małym autobusiku. Od września 2011 roku z inicjatywy rzymskiego biura pielgrzymkowego (Opera Romana Pellegrinaggi) mały autokar na metan obwoził turystów po najpiękniejszych zakątkach Ogrodów Watykańskich. W trakcie tej wycieczki zatrzymywał się w 12 miejscach, choć nie można było wtedy z niego wysiąść. Na trasie objazdu był między innymi gmach gubernatoratu, pałacyk Piusa IV, czyli siedziba Papieskiej Akademii Nauk, grota Matki Bożej z Lourdes, słynna Wieża Świętego Jana, gdzie letni urlop spędzał Jan XXIII, a także lądowisko papieskiego helikoptera i stacja kolejowa. Autobus przejeżdżał też w pobliżu Domu świętej Marty. Tam jednak od marca mieszka papież Franciszek, który lubi chodzić po terenie Watykanu na piechotę. Z autobusu można było również zobaczyć dawny budynek klasztorny Mater Ecclesiae, który stał się rezydencją Benedykta XVI po jego biuro pielgrzymkowe poinformowało, że oferta zwiedzania Ogrodów została tymczasowo zawieszona z powodów bezpieczeństwa. Szef biura ksiądz Liberio Andreatta wyjaśnił na konferencji prasowej, że decyzję tę podjęto z powodu obecności dwóch papieży. Chodzi - jak powiedział - przede wszystkim o to, aby zapewnić Benedyktowi XVI jak największą swobodę poruszania się po Ogrodach, gdzie często spaceruje. Popołudniami emerytowany papież chodzi ze swego domu do groty Matki Bożej z Lourdes, gdzie odmawia różaniec. Oba te miejsca znajdowały się na trasie zwiedzania. Niedawno jeden z włoskich magazynów opublikował zdjęcia Benedykta XVI spacerującego w białej sutannie po Ogrodach Watykańskich w towarzystwie świeckich kobiet, które prowadzą jego dom. (jad) Pielgrzymi z całego świata codziennie od rana do popołudnia zmierzają do Watykanu, by w Roku Miłosierdzia dokonać symbolicznego aktu przejścia przez Drzwi Święte. Należy przygotować się na skrupulatne kontrole; to wynik nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa. W ciągu miesiąca, jaki upłynął od inauguracji Roku Świętego dedykowanego zgodnie z życzeniem papieża Franciszka miłosierdziu, w uroczystościach udział wzięło ponad 1 milion osób - podał w piątek Watykan. Zdecydowana większość wiernych przeszła przez Drzwi Święte otwarte zarówno w bazylice Świętego Piotra, jak i w trzech pozostałych papieskich bazylikach w Rzymie - świętego Pawła za Murami, Matki Bożej Większej i świętego Jana na Lateranie. W związku z Rokiem Świętym i z powodu zagrożenia terrorystycznego całkowicie przeorganizowano ruch pieszych i aut w rejonie placu przed bazyliką watykańską. Wokół placu ustawiono dziesiątki metrów barier. Znacznie ograniczono ruch prywatnych samochodów. „Takich środków bezpieczeństwa wokół Watykanu nigdy nie widziałem” - przyznaje zdumiony starszy mieszkaniec Rzymu, który postanowił przeczekać napływ tłumów pielgrzymów i turystów w czasie Świąt i dopiero teraz, jak mówi, wybrał się, by zobaczyć szopkę i okazałą choinkę na placu. Nadzwyczajne środki bezpieczeństwa w Roku Świętym Już na prowadzącej do Watykanu via della Conciliazione masywne bariery wyznaczają trasę dla tych, którzy chcą przejść przez Drzwi Święte. Ten specjalny trakt został przygotowany z myślą o masowych uroczystościach Roku Świętego pod przewodnictwem papieża, gdy do Watykanu przybędą tysiące wiernych. Najwyraźniej jednak spodziewano się jeszcze większych tłumów, bo już przed inauguracją Jubileuszu Miłosierdzia Watykan apelował, by na specjalnej stronie internetowej rejestrowali się wszyscy ci, którzy chcą przejść przez Drzwi Święte wskazując dokładną datę. Obecnie, gdy napływu pielgrzymów nie przysparza żadnych trudności organizacyjnych, nikt nie sprawdza dokonanej rejestracji, a liczni wolontariusze w rejonie placu Św. Piotra wskazują wszystkim drogę do Drzwi Świętych. Wśród ochotników są przybysze z wielu krajów. "Jestem z Ukrainy" - mówi po polsku grupie Polaków młoda ochotniczka. Każdy, kto dochodzi do kolumnady i chce wejść do bazyliki watykańskiej musi poddać się skrupulatnej kontroli, jeszcze dokładniejszej niż zwykle. Niczym nie różni się ona od kontroli lotniskowych, dokonywanych za pomocą wykrywaczy metali. Każdy musi włożyć do plastikowej wanienki rzeczy osobiste włącznie z zegarkiem, a także zdjąć kurtkę lub płaszcz. Zazwyczaj przed Drzwiami Świętymi nie ustawia się dłuższa kolejka, a przejście przez nie przebiega sprawnie. Personel porządkowy w bazylice dba o to, by osoby robiące sobie zdjęcia w chwili, gdy przekraczają wrota, nie blokowały kolejki. Wierni odwiedzają grób Jana Pawła II Większość osób kieruje następnie kroki do znajdującego się w pobliżu Drzwi Świętych grobu Jana Pawła II. Wielu wiernych przyklęka i modli się. Wielojęzyczny gwar nie milknie w bazylice Świętego Piotra. Wśród zagranicznych pielgrzymów i turystów dominują Amerykanie i Rosjanie. Mieszkanka Warszawy mówi PAP, że była w Rzymie w czasie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 za pontyfikatu Jana Pawła II. "Po 15 latach znów przeszłam przez Drzwi Święte. Ogromne wrażenie zrobił na mnie labirynt barier i bramek kontrolnych, ale mimo to nie odczuwa się żadnej presji czy też psychozy; przeciwnie - to zapewnia całkowity spokój w tym ważnym duchowym momencie" - podkreśliła. Do Rzymu w związku z masowym napływem pielgrzymów przyjechało także kilku polskich policjantów, którzy wspierają Włochów. Łatwo ich rozpoznać po mundurach, można zwrócić się do nich z pytaniami, prośbami o informacje i pomoc. Wraz z nimi w Wiecznym Mieście są też funkcjonariusze hiszpańskiej Guardia Civil i departamentu policji z Nowego Jorku. Z Watykanu Sylwia Wysocka (PAP) sw/ az/ mal/ W Watykanie spisek goni spisek, dwór walczy o wpływy, służba kradnie papiery. Wszyscy są podejrzani, a winnych i tak osądzi ostatni monarcha absolutny Europy. Tym razem Czarny Piotruś okazał się Pawełkiem, po włosku Paoletto. Tak najbliżsi współpracownicy Benedykta XVI nazywali 46-letniego Paolo Gabriele, papieskiego kamerdynera, który stał się twarzą najpoważniejszego skandalu obecnego pontyfikatu. Kamerdyner należał do zaufanego kręgu papieskiego dworu, miał nieograniczony dostęp do papieża i spędzał z nim mnóstwo czasu. Był pierwszą osobą, którą Benedykt spotykał po przebudzeniu, i ostatnią, która widziała papieża przed snem. Ubierał jego świątobliwość, dbał o apartamenty, uczestniczył w codziennych mszach w prywatnej kaplicy, podawał do stołu, nalewał papieżowi jego ulubioną pomarańczową fantę, towarzyszył podczas setek oficjalnych uroczystości, na przykład trzymając parasol nad głową Ojca Świętego. Do ostatnich dni maja niepozorny brunet w ciemnym garniturze, w papamobile siedzący obok kierowcy, pozostawał jednym z wielu anonimowych ludzi z otoczenia papieża. Ot zwyczajny ochroniarz. Kamerdyner zyskał ogólnoświatową niesławę, gdy wyszło na jaw, że od miesięcy przekazywał włoskiej prasie prywatną korespondencję i notatki papieża, ujawniając przy tym niewygodne tajemnice Watykanu. Gabriele został przyłapany, aresztowany, trafił w ręce watykańskiego wymiaru sprawiedliwości i będzie sądzony zgodnie z prawem ostatniej monarchii absolutnej w Europie. Śmierć mu nie grozi, z katalogu watykańskich kar wykreślił ją Paweł VI, ale kara za zdradę namiestnika Chrystusa nie może być lekka, grozi mu 30 lat więzienia. Armia czuwa Śledztwo w sprawie przecieków prowadzi komendant watykańskiej żandarmerii, na co dzień przełożony papieskiej ochrony. Watykan ma bowiem nie tylko terytorium – 44 gęsto zabudowane hektary w centrum Rzymu plus 23 eksterytorialne miejsca w mieście, w tym place i kościoły oraz letnią rezydencję papieży w Castel Gandolfo – ale także własną policję, a nawet armię. Od wieków zaciężną, złożoną z najemników pochodzących ze Szwajcarii. Niech nikogo nie zwiodą zbroje, halabardy i stroje w barwach Medyceuszy, w których pilnują między innymi słynnej Spiżowej Bramy. Młodzi Szwajcarzy to zawodowi żołnierze, ćwiczący na szwajcarskich poligonach, potrafiący prowadzić wozy opancerzone i obsługiwać karabiny snajperskie. W Watykanie mają do dyspozycji całkiem spory i nowoczesny arsenał. Państwo papieskie jest też przygotowane na wymierzanie sprawiedliwości czarnym owcom. Paoletto na przesłuchania przed watykańskim trybunałem oczekuje – pod nadzorem kamer – w watykańskim areszcie. Zresztą, licząc na głowę mieszkańca, to właśnie Watykan powinien otwierać międzynarodowe statystyki przestępczości. Śrubują je rzymscy kieszonkowcy polujący na pielgrzymów i turystów. Na placu św. Piotra gromadzą się tysięczne tłumy, szczególnie licznie podczas beatyfikacji, a już na pogrzeb Jana Pawła II ściągnęło w okolice placu aż 5 mln potencjalnych ofiar. To liczba ogromna, zważywszy, że w najmniejszym państwie świata – jego granice można niespiesznym krokiem obejść w trzy kwadranse – mieszka zaledwie 800 osób, a tylko nieco ponad 400 ma watykańskie obywatelstwo. Nie można go nabyć, rodząc się przypadkiem w Watykanie. Obywatelstwo przysługuje temu, kto pełni funkcję państwową, i jego najbliższym, także rodzicom funkcjonariusza. Obok papieża, kilkudziesięciu kardynałów, pracowników stacji telewizyjnej i rozgłośni radiowej, setki gwardzistów, ma je Paoletto, jego żona oraz dzieci. I właśnie za sprawą świeckich obywateli Watykan notuje niewielki przyrost naturalny. Kto obywatelstwo straci, a nie ma żadnego innego, automatycznie zostaje obywatelem Włoch. Stali mieszkańcy nie byliby jednak w stanie utrzymać całego państwa, dlatego z Rzymu codziennie dojeżdża kilka tysięcy pracowników najemnych, tworzących PKB dzisiejszego państwa kościelnego. O ile Kościół swoje PKB mierzy oczywiście w duszach, o tyle Watykan jakieś wpływy mieć musi. Skoro nie może liczyć na żadne bogactwa naturalne, a produkcja energii elektrycznej z baterii słonecznych jest zbyt mała, by można zarobić na jej eksporcie, całą nadzieję pokłada w cudzoziemcach. Dochody – niespełna 300 mln euro rocznie – pochodzą ze sprzedaży biletów do muzeów, znaczków poczty watykańskiej i bitych w Watykanie monet euro, gratki dla kolekcjonerów. A także z dwóch małych sklepów dla pracowników i kilku sklepów z pamiątkami dla pielgrzymów i turystów. Ostatnio wydatki przewyższają wpływy, więc Watykan – jak większość państw w Europie – też zmaga się z deficytem. Papież rządzi Stolica Apostolska łata budżet ściągając świętopietrze, podatek, na który wierni na całym świecie składają się corocznie 29 czerwca. Jeszcze w 2006 r. zebrano równowartość 100 mln dol., jednak w kryzysie hojność wiernych maleje – w 2010 r. świętopietrze przyniosło jedynie 67 mln. Mimo niedomkniętego budżetu Watykan pozostaje rajem podatkowym, nie płaci się tu żadnych podatków. „Z tej perspektywy jesteśmy najszczęśliwszym państwem na Ziemi” – mawiał kardynał Giovanni Lajolo, poprzedni prezydent Papieskiej Komisji Państwa Watykańskiego, odpowiednika rządu, ciała zarządzającego państwem Watykan w imieniu papieża. Watykan to bowiem tylko ziemska ekspozytura Stolicy Apostolskiej. Od lat wśród znawców prawa międzynarodowego toczy się akademicka dyskusja o formalnych powiązaniach Watykanu ze Stolicą Apostolską, bo z prawno-międzynarodowego punktu widzenia to dwa odrębne byty. Watykan, który niepodległość otrzymał od Benito Mussoliniego w 1929 r., powstał po to, by zapewnić Stolicy Apostolskiej i papieżowi międzynarodową niezależność. Dzięki temu Stolica Apostolska zyskała np. cenny status stałego obserwatora w ONZ, o którym na przykład Tajwan czy Palestyna mogą tylko pomarzyć. Watykan nie jest teokracją jak Iran, tylko państwem kościelnym. Tu o wszystkim decyduje Stolica Apostolska, ostatnia na świecie monarchia absolutna, i dlatego ustrój ten obowiązuje także w Watykanie. O wszystkim decyduje papież. Nie ma żadnego parlamentu, bo papiestwo nigdy nie uległo oświeceniowym wymysłom dzielenia władzy. Obywatele Watykanu nie mają żadnych praw wyborczych, przysługują one wyłącznie kardynałom wskazywanym przez papieża, przy czym kardynałowie mogą zrobić z głosu użytek tylko po śmierci papieża, gdy trzeba będzie wybrać nowego. Na dodatek kardynałowie poddani są ageizmowi – w konklawe biorą udział tylko ci, którzy nie skończyli jeszcze 80 lat. Ustrój wręcz doskonale odzwierciedla feudalizm średniowiecznej Europy, bo Watykan jest nadal państwem patrymonialnym, zupełnie jak Francja za Karola Wielkiego czy Polska za Mieszka I. Wszystkie watykańskie nieruchomości, a więc bazylika, muzea, kościoły, parkingi i place, są własnością Stolicy Apostolskiej. Sposób organizacji papiestwa obraca się przeciw samemu papieżowi, który według słynnego watykanisty Gian Franco Svidercoschiego stał się zakładnikiem sklerotycznej kasty walczącej o wpływy i władzę. Tak chciałby to przedstawić też sam Kościół, który zbyt często kompromitowany jest przez swoich słabych funkcjonariuszy. Przykładów aż nadto. Kilka lat temu Benedykt XVI wygłosił w Ratyzbonie, utrzymany w zachodnim stylu uniwersyteckim wykład, który rozjuszył świat islamu. Papież cytował tam niepochlebne opinie o Mahomecie, mimo że dziennikarze biorący udział w pielgrzymce papieża do Niemiec alarmowali współpracowników Ojca Świętego, że skandal jest murowany. Niekompetencja współpracowników sprawiła również, że papież, zdejmując ekskomunikę z lefebrystów, ułaskawił również hierarchę otwarcie negującego Holocaust. Watykan przecieka Fala watykańskich przecieków wzbiera od kilku miesięcy. Ruszyła zupełnie niewinnie cztery lata temu, kiedy do włoskich mediów zaczęły wyciekać treści z poufnych listów papieża do biskupów. Wtedy wydawało się jeszcze, że to sprawka któregoś z kilkunastu rzymskich watykanistów, dziennikarzy dobrze ustosunkowanych wśród oficjeli Kurii Rzymskiej i często przez kurialistów manipulowanych. Później, w 2009 r., do akcji wszedł dziennik „Il Giornale”, będący własnością Paolo Berlusconiego, brata byłego premiera. „Il Giornale” na podstawie sfałszowanego dokumentu oskarżył Dino Boffo – redaktora naczelnego dziennika włoskiego episkopatu „Avvenire” – o molestowanie seksualne i homoseksualizm. Boffo stracił posadę, była to zemsta za to, że „Avvenire” krytykował premiera Berlusconiego za skandale obyczajowe. Ale prawdziwa lawina ruszyła w tym roku. Na początku lutego wyciekły listy pisane do papieża przez abp. Carlo Mario Vigano, sekretarza gubernatoratu państwa watykańskiego, który z sukcesem uporządkował mocno zagmatwane sprawy budżetowe. Ale niespodziewanie arcybiskup w połowie kadencji został mianowany nuncjuszem w Waszyngtonie. Uruchomiło to spekulacje, że nadepnął na odcisk zbyt wielu osobom, radzie pilnującej finansów watykańskich, które były w nieładzie. Przede wszystkim chodziło o zlecanie prac na terenie Watykanu zaprzyjaźnionym firmom lub dostawcom. Tuż przed usunięciem ze stanowiska Vigano napisał do papieża dwa listy, w których mówił, że chciałby dokończyć swoją pracę, ale uniemożliwiają mu to sprawcy zamieszania. Stała się rzecz bez precedensu – prywatne listy, adresowane do papieża, zostały opublikowane w prasie. Niedługo później ujawniono kolejny list do papieża, tym razem kolumbijskiego kardynała donoszącego na innego purpurata, który w Chinach miał naopowiadać chińskim i włoskim rozmówcom, że Benedykt XVI umrze w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Sugerował też, że papież padnie ofiarą zamachu, a jego następcą zostanie kard. Angelo Scola z Mediolanu. Nie miało to wielkiego sensu, jednak kardynał z Kolumbii kazał swoje doniesienie przetłumaczyć na niemiecki i dostarczył je papieżowi. List ten kolportowano jako dowód przygotowań zamachu, jednak sam rzecznik Watykanu przyznawał, że chodziło raczej o wpłynięcie na wynik przyszłego konklawe przez zdyskredytowanie Scoli i spalenie jego kandydatury. Wreszcie doszło do wycieku dokumentów na dużą skalę, opublikowanych natychmiast w książce „Jego Świątobliwość” autorstwa dziennikarza Gianluigiego Nuzziego. Trudno wierzyć, że dokumenty wynosił sam kamerdyner. Jeśli watykański superarbiter, a zarazem szef służącego i teraz najwyższy sędzia w jego sprawie, okaże łaskę, Paolo Gabriele może wrócić na wolność, ale już nie do papamobile. Jednak w Watykanie sprawa jest traktowana niezwykle poważnie, a Pawełek to drobiazg – oprócz śledczych bada ją także specjalna komisja kardynalska, która ma prawo przesłuchiwać purpuratów. Książęta Kościoła mogą zazwyczaj odmówić składania zeznań albo wskazać wygodne dla siebie miejsce przesłuchania, ale przed komisją muszą się obowiązkowo stawić. To znów rodzi spekulacje, że w spisek zamieszani są także kardynałowie. Bo jeśli wiarołomny Pawełek był watykańskim Bradleyem Manningiem, to kto był Julianem Assange’em? Walka o władzę Pod koniec maja włoska prasa przychylała się ku opinii, że zamieszanie skierowane jest przeciw sekretarzowi papieża Georgowi Gänsweinowi, przystojnemu synowi kowala z Badenii-Wirtembergii, zwanemu w Pałacu Apostolskim Pięknym Jerzym. Prałat jest świetnie wykształconym niedoszłym maklerem giełdowym i instruktorem narciarstwa, a w wolnych chwilach pilotuje samoloty. Pod jego adresem padają podobne zarzuty jak kiedyś wobec Stanisława Dziwisza: że kontroluje dostęp do papieskiego ucha, co wywołuje zazdrość i niezadowolenie. Inna interpretacja: chodzi o najzwyklejszą walkę o władzę, bo wszyscy wiedzą, że obecny pontyfikat nie będzie tak długi jak poprzedni. Celem fali przecieków mogło też być skompromitowanie sekretarza stanu kard. Tarcisio Bertone. Zgodnie z tradycją, szefem watykańskiego MSZ zostaje wybitny dyplomata – tak było w przypadku Angelo Sodano, sekretarza stanu za Jana Pawła II. Ale Benedykt XVI powierzył to stanowisko współpracownikowi z Kongregacji Nauki Wiary, skąd pochodzi także jego osobisty sekretarz. Kuria, obsadzona jeszcze nominatami Jana Pawła II, ma się więc burzyć przeciw nominatom Benedykta, który zapewnia, że ufa wszystkim pracownikom Pałacu Apostolskiego. Jakkolwiek by było, przecieki dowodzą słabości władzy papieża nad własnym państwem. W Watykanie coraz częściej można usłyszeć, że za Jana Pawła II podobny skandal byłby nie do pomyślenia. A w każdym razie nie ujrzałby światła dziennego. Bank papieży W związku z falą przecieków gabinet szefa watykańskiego banku centralnego opuścił Ettore Gotti Tedeschi, włoski ekonomista. Stracił zaufanie kardynałów z rady nadzorczej Instytutu Dzieł Religijnych (IOR), bo nie zadowalały ich dochody banku. To wersja oficjalna; ta mniej oficjalna głosi, że Tedeschi domagał się zwiększenia jawności, w tym współpracy z włoskim wymiarem sprawiedliwości. IOR inwestuje fundusze Kościoła, wspiera diecezje i zakony oraz przyjmuje darowizny. Urzęduje w okrągłej wieży, którą – choć przyklejona jest do północno-wschodniej ściany Pałacu Apostolskiego – nie widać jej z placu św. Piotra. Jednak skuteczniej niż przez kolumny Berniniego, księgi banku chronione są przez przywilej eksterytorialności i immunitet dla watykańskich bankowców. W latach 80. działania IOR doprowadziły do upadku włoskiego banku, Watykan wypłacił wtedy ćwierć miliarda dolarów odszkodowań. Kiedy w 2010 r. szefem był już Tedeschi, rzymscy prokuratorzy zablokowali ponad 20 mln euro i bezskutecznie próbowali wyjaśnić, czy bank nie pierze pieniędzy. IOR posądzany był o ukrywanie łapówek dla włoskich polityków, miał być też narzędziem mafii. Zła sława banku zaowocowała i tym, że wiosną departament stanu USA wciągnął Watykan na listę krajów zagrożonych przestępstwami finansowymi, z których mogą pochodzić pieniądze dla przemysłu narkotykowego.